Finanse od kołyski
Trzy dni temu obchodziliśmy Święto Kobiet z tej okazji zapytałam mojego 3 letniego synka:„Kamil a czy podarujesz babci kwiatka” na co on odpowiedział „Mama ale ja nie mam swoich pieniążków!
W tym momencie nasunęło mi się pytanie Od kiedy i czy w ogóle dawać moim dzieciom kieszonkowe?
W jaki sposób to robić, w jakiej wysokości ma być to kieszonkowe, czy raz na tydzień czy raz na miesiąc? Jak nauczyć dziecko oszczędzać?
Ja osobiście uważam, że kieszonkowe dziecku należy dawać ale robić to w sposób przemyślany.
Kieszonkowe to narzędzie, które ma nauczyć nasze dziecko już od najmłodszych lat jak zarządzać swoimi finansami, budujemy w nim szacunek do pieniążków oraz sprawiamy, że takie małe osóbki czują się ważne bo posiadają coś swojego. Coś czym samodzielnie zarządzają.
W jakim wieku pierwsze kieszonkowe?
Sądzę, że najlepszy wiek to wtedy kiedy dziecko umie już liczyć i wie w jaki sposób wydawać pieniążki.Moja 5 letnia córeczka dostaje już symboliczną kwotę. Zależy to od nas rodziców czy rozmawiamy z dzieckiem o pieniądzach, o ich wydawaniu, oszczędzaniu, inwestowaniu czy po prostu ten temat jest pomijany w codziennych rozmowach. Razem z mężem rozmawiamy przy dzieciach o naszych finansach, o naszych rachunkach, jak planujemy swoje wydatki, w jaki sposób zarabiamy pieniążki.
Jaka kwota kieszonkowego?
Wszystko zależy od zasobności portfela rodziców i dojrzałości dziecka. Najważniejszą rzeczą jest to aby była to stała kwota, wypłacona w ustalonym terminie. U mojego malucha jest to cotygodniowa wypłata, ponieważ dla małego dziecka miesiąc czasu jest to zbyt długi okres i będzie miał kłopoty z zagospodarowaniem kieszonkowego w tak długim okresie czasu. Im starsze dziecko tym można wydłużać okresy wypłat do dwóch tygodni a później nawet do miesiąca.
Jak nauczyć dziecko oszczędzania?
Uczmy dzieci także oszczędzania, ale żeby tego dziecko nauczyć musi sobie wybrać cel. Bowiem trudno nawet dorosłym oszczędzać dla zasady.
W rewelacyjny sposób kształtujemy w ten sposób w dziecku nawyk określania celów. Wiadomo, że dla dzieci celem będzie zabawka, gra czy naklejki, ale sam fakt, że będzie umiało sobie określić już co chce to zaprocentuje mu w przyszłości.
A na koniec posłuchajmy jak nasze dzieci opowiadają o pieniążkach:
No related posts.
Kategoria: Przedszkolaki








Bardzo przyjemny artykuł Małgosiu:)Pomimo że nasz maluch ma dopiero 6 miesięcy to i tak warto pomyślec o tym aby kiedyś zastosowac takie małe wypłaty w naszym domu:)
Genialny pomysł który będzie procentowac w przyszlosci:)
Pozdrawiam:)
Ja stosuję u mojej 5 letniej córeczki już takie mini wypłaty i młoda ma już konkretny plan na co przeznacza swoją „wypłatę”
Małgosiu świetny temat. Rewelacyjnie, że poruszyłas tę kwestię na swoim blogu. Temat „kieszonkowego” jest dla nas rodziców tematem trudnym „do ogarnięcia” wtedy, kiedy dzieci zaczynają naukę w szkole i szkolne sklepiki pochłaniają „lwią część” bilonu z naszych portfeli. Dlatego, zanim pociechom pozwolimy na samodzielnie wydawanie wszystkiego (bo tak najczęściej w euforii i zachwycie działają, wydając za jednym zamachem wszystko), to co dostaną od nas, rozmawiajmy z dziećmi na temat ich marzeń i faktycznych potrzeb.
Tak jak napisałaś, wspólne określenie z dzieckiem celu na jaki przeznaczy pieniądze jest bardzo istotnym elementem, który zaprocentuje w przyszłości. Nauczenie dzieci dysponowania pieniędzmi z „kieszonkowego” jest procesem prostym i przyjemnym, tyle tylko, że wymaga od rodziców konsekwencji i czasami wnikliwej analizy. Im szybciej zaczniemy rozwijać inteligencję finansową naszych pociech będzie rozwijana, tym lepiej. Samodzielne podejmowanie przez dzieci decyzji związanych z zarządzaniem „własnymi finansami” może w niedługim czasie dać fantastyczne przełożenie również na budżet domowy (piszę z własnego doświadczenia). Im później temat finansów jest „udostępniony” młodemu człowiekowi, tym gorzej dla nas rodziców. Młody człowiek bowiem słabo obeznany z tematem „zwróć uwagę na cenę tego i tamtego…”, „porównaj sobie X i Y”, po otrzymaniu kieszonkowego dostaje małpiego rozumu i kieszonkowe pozostaje w przepastnej kasie jakiegoś pierwszego lepszego sklepu. Ot i po frajdzie.
Zadaniem rodziców, a nie szkoły ani Szkolnej Kasy Oszczędności, jest nauczenie dzieci dysponowania pieniędzmi. Sami musimy wybrać ten najwłaściwszy moment.
Jestem przekonana, że każdy podejmie temat finansów ze swoim dzieckiem w najwłaściwszym momencie.
Dziękuje Agnieszko za komentarz. Napisałaś, że nauka dzieci dysponowania swoimi pieniążkami jest procesem prostym i przyjemnym. Właśnie w taki sposób to róbmy jak napisała Agnieszka – bawmy się z dziećmi ponieważ poprzez zabawę dzieci przyswoją o wiele więcej wiedzy niż jeżeli na siłę będziemy ich zmuszać do nauki w tym przypadku finansów.
KASA!!!! Ha…temat jak istnieje ludzkość zawsze ważny i ciekawy. Tym bardziej, że dotyczy także i naszych dzieci.
Pamiętam byłem w piątej klasie podstawówki. Wakacje spędzałem u dziadków. Miałem marzenie. Chciałem posiadać magnetofon (szpulowy o symbolu ZK-145) i porządne radio w domu, lubię do dziś dobrej jakości muzykę. Rodzice nie koniecznie mieli możliwość zakupienia sprzętu.
Wiesz Gosia co się stało? U dziadków niesamowicie obrodziły wiśnie. Drzewa się wprost uginały pod nimi. Miałem marzenia – wiec szukałem rozwiązań. Znalazłem punkt skupu owoców i grzybów i … no właśnie od 8 do południa na drzewie, a potem od to samo od 14 do minimum 17. I tak każdego dnia przez cztery tygodnie.
Po powrocie z wakacji zakupiłem: magnetofon, mikrofon i dołożyłem mamie do zakupu porządnego stereofonicznego radia do domu „Zodiak dss-402″.
Mając te swoje marzenia, od najmłodszych lat szukałem możliwości ich realizacji. Poszukiwałem rozwiązań. Jako dziecko niestety nie miałem „kieszonkowego” – może szkoda, a może i dobrze.*
Niepotrzebne skreślić.
Mój syn Michał nie dostaje kieszonkowego, a potrafi tak gospodawować pieniedzmi, że jak go pytam, to zawsze jakie drobne ma.
Dziecko musi poczuć wartość pieniądza, najlepiej, jeżeli dostanie pieniądze za jakąś drobną pracę. W przyszłości będzie potrafiło lepiej gospodarować swoimi pieniędzmi. Znam to z własnego doświadczenia. Część pieniędzy dostałem od rodziców, ale część też musiałem zarobić ciężką pracą.
Witam Małgorzato
, jestem pierwszy, ale pewnie nie ostatni raz na blogu . Poruszyłaś ważny i moim zdaniem pomijany temat w życiu rodzica i młodej osóbki- a mianowicie edukacja finansowa od kołyski .
. Ciekawy post dający czytelnikom dużej dawki przydatnej informacji. Warto uczyć dzieci finansów i podstawowych zasad bo to przynosi duże korzyści w przyszłości.
Pozdrawiam Paweł
Pomagam na MyBankier.com
I co Małgosiu, dajesz już temu 3 letniemu kieszonkowe?
3 latkowi nie daję ale starszej córce owszem – już zaczynam pokazywać skąd biorą się pieniążki.